ADDA | Latawiec na Niepodległość
290
post-template-default,single,single-post,postid-290,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,,select-theme-ver-3.2.2,wpb-js-composer js-comp-ver-4.12,vc_responsive

Latawiec na Niepodległość

Dzisiaj Dzień Niepodległości! Czas puszczać latawce!

Przynajmniej jeśli jesteście w Delhi, bo to lokalna, delhijska tradycja. Szczerze mówiąc, już zanika. Dzisiejsi trzydziesto- i dwudziestoparolatkowie z rozrzewnieniem wspominają czasy dzieciństwa, kiedy to niebo nad niemal całym miastem było upstrzone latawcami. I oczywiście wśród okolicznych chłopaków prym wiedli ci, którzy sprawniej wywijali linką. O dziewiątej rano pierwsi niecierpliwi zawodnicy już rozgrywali pojedynki, próbując strącić latawiec przeciwnika. Zwycięzcy krzyczeli: „Aaai bo wo kata!”. A największe cwaniaki przyczepiały do swoich latawców banknoty, bo przecież nikt ich nie strąci.

Moim zdaniem to wspaniały sposób na obchodzenie Święta Niepodległości. I choć dzisiaj większość mieszkańców stolicy woli wybrać się do centrum handlowego, korzystając z wolnego dnia, to w wielu dzielnicach ta tradycja wciąż jest podtrzymywana.  Mieszkańcy urządzają na dachach – a te mają płaskie i użytkowe, jak tarasy – całodzienne imprezy. Puszczają latawce, jedzą przekąski, gadają, a wszystko przy bollywoodzkich hitach na cały regulator. Od czasu do czasu rozlega się: „Aaaai wo…!”.

Tak przy okazji: wyczytałam, że puszczanie latawców w Święto Niepodległości wcale nie jest przypadkowe. W 1927 roku do Delhi przyjechała z Wielkiej Brytanii delegacja zwana komisją Simona. Komisja, w której nie było ani jednego przedstawiciela Indii, miała zadecydować o losie tego kraju. Oburzeni Indusi wyszli na ulice, powiewając czarnymi flagami oraz puszczając latawce z napisem: „Simon, idź sobie!” („Go back Simon”). Mieszkańcy Delhi, puszczając dziś latawce, wspominają czasy walki o niepodległość.

Żeby było jeszcze ciekawiej, mieszkańcy różnych regionów Indii puszczają latawce w różnych miesiącach. W Delhi w sierpniu, na południu w Diwali, a najbardziej chyba znane święto obchodzi się w połowie lutego w Ahmedabadzie. Poszukajcie zdjęć wklepując w wyszukiwarkę nazwę tego miasta: Ahmedabad i nazwę święta: makarsanskranti. W powietrze puszcza się wtedy niesamowite konstrukcje, niektóre piękne, inne olbrzymie, jeszcze inne strasznie śmieszne. Jeszcze nie widziałam tego na żywo, muszę się wybrać.

Bywałam w Delhi na 15 sierpnia i wszystkie latawce były do siebie podobne. Choć w Indiach ponoć popularnością cieszy się kilka modeli, to zdecydowanie w Delhi do najbardziej ulubionych należy patang. Używa się go w pojedynkach, bo jest bardzo zwrotny, lecz dla początkującego puszczacza podobno dość trudny. Głównie przez to, że nie ma długiego ogona, który zwykle stabilizuje latawce.

Najsłynniejsi twórcy latawców potrafią robić cuda, skrupulatnie mierzą, dekorują, świetnie wyważają. Skonstruowanie zwykłego patanga zajmuje minimum jeden dzień. A jeszcze trzeba zrobić linkę. Ale wiecie co? Zrobiłam patang na oko. I latał! (Choć przedtem latawce puszczałam, jak miałam kilka lat i robił to raczej mój tata). To wcale nie jest trudne.

Podaję tutaj uproszczony przepis. Prawdziwy patang ma kształt rombu, a ten będzie kwadratem (w końcu kwadrat też jest rombem, prawda?). Robi się go szybciutko, kłopot możecie mieć tylko ze zorganizowaniem materiałów.

MATERIAŁY:

– 2 cieniuteńkie listewki. W Indiach wykorzystuje się podzielone bambusy, ja użyłam dwóch cieniusieńkich, giętkich sosnowych listewek. Dało się je przeciąć nożyczkami.

– papier – bibułka, papier śniadaniowy, lub coś podobnego, do kupienia w niektórych sklepach z artykułami szkolnymi.

– klej – dwa rodzaje: do papieru i, tradycyjnie, mój ulubiony, magic (albo po prostu wikol).

– nożyczki.

– nitka – w Indiach często używa się kolorowej manjha, oblepionej tłuczonym szkłem… Ze względu na ptaki, dobrostan rąk i inne tego typu drobiazgi nie polecam. Ja użyłam profesjonalnego sznurka do latawca, ze klepu hobbistycznego (w którym zdobyłam też listewki). Wybierzcie się do sklepu i rozejrzyjcie – linka musi być lekka i wytrzymała. Nitka nie jest dobrym pomysłem, bo łatwo przeciąć nią sobie skórę.

– kolorowe bibułki do dekoracji.

 

Wytnij kwadrat z papieru. Mój miał przekątną długości 60 cm.

 

Kwadrat, który będzie latawcem. Fot. ADDA (Kasia)

 

Przytnij jedną listewkę, tak żeby miała długość przekątnej. Przyklej do papieru mocniejszym klejem.

 

Listewka powinna być tak cienka, żeby dała się przeciąć nożyczkami. Fot. ADDA (Kasia)

 

Odmierz długość cieńszej listewki: powinna biec po łuku, kończyć się na wolnych rogach wyciętego kwadratu i przecinać prostą listewkę mniej więcej w 1/4 długości. Przytnij listewkę i przylep jej końce do papieru, zwijając go lekko do środka. Brzmi skomplikowanie, ale jest bardzo proste. Spójrz na zdjęcia, wszystko powinno się wyjaśnić.

 

Fot. ADDA (Kasia)

Odmierzanie długości poprzecznej listewki. Fot. ADDA (Kasia)

 

Fot. ADDA (Kasia)

O, tak trzeba zawinąć brzegi papieru i przykleić do listewki papierem. Fot. ADDA (Kasia)

 

Teraz czas zrobić czubek i ogon. Czubek: wytnij trójkąt (może być innego koloru) i przylep klejem do papieru z przodu latawca, mocując dodatkowo listewkę. Ogon: wytnij większy trójkąt (też może być innego koloru) i przylep z tyłu latawca tak, żeby podstawa trójkąta nieco wystawała.

 

Ogon powinien być ok. 4 razy większy od czubka. Fot. ADDA (Kasia)

 

Teraz pora ozdobić latawiec. Ja ten krok pominęłam, bo nie mogłam się doczekać, aż poleci. Potem naprędce i w przerwach ozdabiałam go kolorami indyjskiej flagi.

Czas przywiązać nitkę. To jest chyba najtrudniejsze zadanie. Trzeba ją umocować do prostej listewki w dwóch miejscach. Zrób dziurki (np. patykiem do szaszłyków, drutem) tam, gdzie się przecina z drugą listewką (zrób dwie dziurki po skosie, żeby linka złapała obie listewki). I w takiej samej mniej więcej odległości od ogona. Tu znowu zdjęcie powie więcej niż słowa.

 

Fot. ADDA (Kasia)

Ledwo widać dziurki, tak nas obsypała brzoza. W wolnej chwili spróbuję dorysować strzałki. Fot. ADDA (Kasia)

Teraz utnij nitkę, powinna mieć około dwie długości twojego latawca. Przepleć przez jedne dziurki i przywiąż, to samo zrób z drugą końcówką sznurka z drugiej strony. Pamiętaj, żeby linka pozostała po stronie PRZECIWNEJ do listewek. Tak żeby latawiec latał ładną stroną do ciebie! Zawiąż pętelkę nie na środku, ale trochę bliżej ogona i przywiąż do niej resztę nitki.

 

Tu widać sposób umocowania linki. Fot. ADDA (Kasia)

 

I co? I już. Teraz znajdź trochę wolnej przestrzeni, jeśli nie masz doświadczenia, znajdź też pomocnika, poczekaj na wiatr i puść latawiec!

 

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ha! Lata! Fot. ADDA (Kasia)

Kilka podpowiedzi:

– poproś pomocnika, żeby odszedł z latawcem kilkanaście metrów z wiatrem. Kiedy mocniej zawieje, niech delikatnie podrzuci latawiec. Można też wystartować biegnąc z latawcem kilka metrów. Raz mi się udało!

– Jeśli latawiec będzie skręcał albo źle latał, spróbuj regulować miejsce przypięcia długiej nitki wiążąc supełki na lince prowadzącej do ogona lub do przodu latawca. Nie ma jednej odpowiedzi, jak to najlepiej zrobić, zależy od latawca i od siły wiatru.

– Kiedy oddajesz linkę, patang nabiera wysokości, a kiedy ją ściągasz, przyspiesza i leci dokładnie tam, gdzie wskazuje jego czubek.

 

Fot. ADDA (Kasia)

Ponad drzewami! Fot. ADDA (Kasia)

 

To co, spotykamy się za rok na pojedynek latawcowy?

 

Najfajniej i najkrócej opisane latawcowe zwyczaje, które udało mi się znaleźć (ANG)

Poza tym książka: „A Different Freedom: Kite Flying in Western India; Culture and Tradition”, N. Desai, (polecam, tu da się podejrzeć, świetne zdjęcia i obrazki. (ANG)

Więcej wpisów z trirangą, czyli z flagą Indii:

Galaretki

Znaczenie kolorów

3 komentarze